HISTORIA I KULTURA REGIONU Pisane żywiecką gwarą .

Wpisy

  • poniedziałek, 30 sierpnia 2010
  • niedziela, 29 sierpnia 2010
    • KAZIMIERA PAJESTKA KTO MÓWI TAKIM JĘZYKIEM ?

      Humoreska miała mieć szablonową fabułę : stary Kubas przed świętami Bożego Narodzenia "zachorował " i przygotowując się do śmierci - wzywa swoje potomstwo z rodzinami . Przyjeżdżają wszyscy , po 2 dniach okazuje się , że to mistyfikacja . Wszystko kończy się szczęśliwie . Wszyscy zadowoleni a najbardziej babcia . Spędzili wspólnie święta - o czym od kilku lat marzyła .

      Powyższy schemat miałam rozwinąć gwarą .

      Mając nadzieję , że wnuk - licealista , który od niemowlęctwa świetnie radzi sobie z komputerem będzie instalował mi reklamy na blogu pokazałam mu ten właśnie blog , na którym obecnie piszę . Z uprzejmości nie odmówił ale czytać zaczął z ociąganiem się .

      - Dawniej kiedyś czytałem Twój blog " U babci Kazi " ale już go nie ma . Dlaczego ?

      - Bo go zlikwidowałam .

      - Tak ? Dlaczego ?

      Pytania zadawał raczej z grzecznośći .

      - Babciu ! Dlaczego piszesz takim dziwnym językiem ? Ja tego nie rozumiem ! Kto tak mówi ? Nie słyszałem w życiu takiego języka ! Nie lubię blogów .

      Niestety upływający czas sprawił , że gwary używa się w podobny sposób jak strojów ludowych . Bardzo rzadko : w Boże Ciało i w dożynki . Potrafią nią posługiwać się w zasadzie tylko ludzie starzy . Na codzień na wsi nawet starzy mówią potocznym językiem ogólnopolskim .

      Chciałam napisać coś o Szarem . Kilka lat życia , które tam spędziłam pozostawiło mi najmilsze w życiu wspomnienia ! / Jeśli ktoś z Szarego tu przypadkiem trafi , to zapewniam , że postacie i zdarzenia w opowiadaniu zmyśliłam ale problem jest prawdziwy /.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 sierpnia 2010 15:01
  • czwartek, 19 sierpnia 2010
    • KAZIMIERA PAJESTKA Fortel starego Kubasa cz.I

      Hań - w Śmierdlowce , co za tom guorom Sare zył se stary Kuboń ze swoją Kuboniulom . Mało , ze na imie mioł Kuba , to jesce nazywoł sie Kubas . Wychowoł troje dzieci nale ze były zdolne pokońcyły wyzse skoły i w Sarym miyskać nie kciały . Syn doktor juz uosiym lat jak w chałpie nie był . Emila nojstarso tez cosik jedynoście . Nojcynścij s Kalwaryi zaglondała Zośka - nojmłodso , chyba tymu , ze nojblizyj miyskała i ze ji było troche biydnij , bo była naucycielkom . Pore lat tymu skońcyła trzeci krzyzyk nale scyńścia do chłopów ni miała . Na wakacyje stale kasik wyjezdzała : a to na kolonije z dzieciskami a to na wcasy .

      - Stary zrob co , zeby wreście na Godni Świynta wszyscy sie zjechali . Wnuki tez - susyła mu baba głowe .

      - Babo , fanzolisz cały dziyń .  Na coz jo zrobie ? Stale do nik dzwonis i zaprasos a razem sie zjechać wszyscy ni mogom . Stale ktorymuś coś wypadnie . Nale zobocys , w ty Swiynta bydom , juz cosik wymyślem .

      Myśloł , myśloł az wymyślił .

      - Panie Miodoński , Hyniuśkowi "Świyrscyk" jest ? Bo sie ni moze docekać . Taki mondry tyn nas synulek - przerwała opowieść listonosza Mańcia , która bardzo kochała swojego syneczka ,  wziętego  z domu dziecka na starość .

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 sierpnia 2010 04:22
  • wtorek, 17 sierpnia 2010
    • KAZIMIERA PAJESTKA WYPRAWA NA TORG .

      Uo tym , jak Wojtek Scotka z Milowki i Francek Motyka z Małego Cisca jechali starom kobyłom Hyńka Łajcokowego do Zywca na torg w środe.

      Zgodali sie w Tynionce ka zrywali drewno ku rzyce . Franusin Wojtek nie kcioł jechać w tyn tydziyń , bo godoł , coby pocekali jesce jak śniyk do resty stopni , ka za dwa tydnie . Ale starymu Motyce sie poliło . Mioł jakisik gros za jałowke , co nie kciała zostać cielno i musioł jom przedać Janieli spod Gronia , bo potrzebowała na weseli . Wydowała Kaśke za Staska Kozarkowego z Barani .

      Baba Motyki uparła sie coby ś nimi jechać ale chłopiska ji wziońć nie kcieli . Mieli swoji załatwiynia .

      Franek kcioł kupić tytuń do fajki i kiyrpce dlo swoji baby , bo dała mu dwie rzecy : stary kiyrpiec na miare  i  wreście - spokój s tym wyjazdem .

      Wojtek - ze myśloł uo uozenku po tegorocnyk zniwak - kcioł nabyć drogom kupna cornom kazimiyrke - piyknom chustke z kasmiru dlo swojij frajerki Maryśki s potoka .

      Siedli do paradnej brycki , co jim Jyndrek Łajcok w pośpiechu zryktowoł , zaciynli kobyłke i - rusyli . Z pocontku kobyłka uodwracała na nik łeb bo niezwykła była tak sie spiesyć i w dodatku uoba roz po roz wybuchali głośnym śmiychem . Ale potym nabrała tympa i ciongnyła juz rowno , tak , ze na Radzichowskim Dziole Wojtek nawet sie zdrzymnoł .

      Chodzom po targu , sukajom kiyrpiec tanik Hance Motykuli . Francek siyngo za pazuche kany uowiniynte w chustecke mioł piyniondze z jałowki - niy ma piyniyndzy !

      -To tyn psiokrew Cygon , bo cosik za długo kryńcił sie kole ciebie w barze !

      - Nady go przegoniłek , bo kcioł uode mnie na gorzołke !

      -Widać za późno !

      Wracali bez kiyrpiec ! Nie było juz wesoło tak jak w hańtom strone ! Kobyła wlokła sie noga za nogom i nik ji nie poganioł . Francek boł sie Hanki . Jiyno poprawioł na głowie stary kapelus - roz go przesuwoł na zadek głowy a roz na przodek zeby uozpyndzić corne myśli uo zonie . Co mu tez Hanka powiy ?

      Z nieba patrzoł na nik ciekawie ksiynzyc ciynki jak ta Felusiowo krowa , co to starcyło jij  siana do świont godnik , a potem to juz zyła ino tynsknotom za wiosnom i sieckom ze słomy . Po niebie płynyły baranki . Jaz dziw , ze kiery nie zabecoł za Franusiowymi piniondzami . Wreście jak mijali hamre , ksiynzyc wseł za nojwiynksego chmurowego baranka i pociymniało . Chyba coby ukryć Franusiow wstyd . 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 sierpnia 2010 16:47
  • poniedziałek, 16 sierpnia 2010
    • KAZIMIERA PAJESTKA - UO TYM JAK PIETRAŃKO PRZYJECHOŁ SANIAMI A WRACOŁ WOZEM .

      Świat zasłyszanych niegdyś opowieści odszedł bezpowrotnie już dawno . Gwara zasłyszana w dzieciństwie od starego bajarza siedzącego na schodach przed swym sklepem i straszącego turystki idące na Baranią Górę opowieściami w rodzaju : ..."prześliczną panią niedźwiedź zamordował pod Baranią Górą "... dźwięczą w uszach i inspirują .

      Pietrańko z Pietrańkulom i chowańcem co to był synem jeji siostry z Pietraszonki , zyli sobie spokojnie i ekologicnie na polanie Cumówka w Kameśnicy . W piecu polili se drewno ze swojigo lasa , warzyli na piecu kwaśnice ze swoji świni , jedli swoj syr , śmietane , masło ji mlyko uod swojich krow . Pietrańkula nawet jak sie ji kciało to piekła chlyb . A jak niy , to wyganiała Pietrańke do sklepu we wsi po sol , chlyb , nafte i kiełbase , bo jom lubił ich chowaniec Stasek .

      Tym razem Pietrańko przyjechoł troche za wceśnie . Rynte mioł listonos Miodoński przyniyś dopiyro za trzy dni . Uodbiyroł mu jom sklepowy i dawoł jak Pietrańko przyjyzdzoł po nafte , zeby uoświycać Staskowi wiecory , bo casem , jak było lepij na polu to chodził do skoły we wsi . Holec juz z niego był doś walny a zalicył dopiyro cwortom klase . Rynta była Pietrńkuli bo w młodości miyskała u ciotki w Biylsku pod Syndzielniom i robiła w fabryce włokiynnicej . Dobrze zarobiała , bo była tkackom . Tkała nojlepse wełny co to nawet lordowie angielscy sprowadzali se na ubrania . Cynsto uo tym Staskowi uopowiadała i wiele mogła ucyła go sama długimi zimowymi wiecorami jak juz sie uodrobiła w gospodarstwie i w chałpie . Cytali cynsto ksionski pozycone uod sklepowego i uod starego Pietrysa , co to gojnym był w lesie i lubił cytać Siynkiewica .

      A cynsto w domu byli sami , bo Pietrańko co był młodsy uod Pietrańkuli lubił towarzystwo . W tym celu po cichu w lesie pyndził samogon i cynsto tam uodwiydzali go robotnicy leśni . Teraz tez przijechoł z tzema flaskami ksiynzycowki tak mocnej , ze musieli jom z Józofem uozpuscać wodom , bo by samej nie wypił ! Tako mocno ! Paula zło była na nik , bo ji bałamucili w chałpie calutkie trzi dni .

      Jak Pietrańko troche przekrziźwioł , kcioł wracać du domu , bo uodebroł rynte i zrobił zakupy . Siado na sanie . A tu nie ujedzie ! Musioł pozycyć uod Tycka wozu , zeby zajechać na Cumowki.

      Bo zrobiła sie wiesna a tyn nawet nie zauwozył - tak z Józofem pili samogonke !

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 sierpnia 2010 19:45
  • niedziela, 15 sierpnia 2010
    • KAZIMIERA PAJESTKA - ZŁOTOGŁOWIEC .

      - Panie listonoszu ,  odpocznie pan sobie ?

      - Przy was nie odpoczne .

      - Przyniose panu szklaneczke taty do płukania gardła - córka sklepowego rzuciła się za piec , gdzie w celowo zrobionej przez zduna wnęce ukryte miał przed żoną wino , które zimą było ciepłe , żeby się nie przeziębił a latem zachowywało miły chłodek .

      Prosimy o bajkę - piątka kuzynów zawołała chórem .

      Listonosz korzystając ze skrytki sklepowego i jego gościnnej oraz lubiącej bajki listonosza córki przepłukał gardło , usiadł na schodach wśród czekajacej już dzieciarni i - rozpoczął :

      "ZŁOTOGŁOWIEC":

      -Dziyń dobry , mos ta co do mnie ? - krzyknoł Pietrańko z wozu , który zatrzymał sie przed sklepem .

      Dziś było po bajce !

      I na tym właśnie polegał urok opowieści listonosza , że chociaż w zasadzie te same , zawsze były inne ! Sklepowy opowiadał z fantazją i chociaż czasem robił drobne zmiany na potrzeby chwili - nie lubił aby  mu przerywano . Chociaż przyszedł jakiś klient , dołączał się na schodach do słuchaczy . Kobiety zwykle kręciły głowami z podziwu jak to Staś piyknie leje wode . 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 sierpnia 2010 06:08
  • sobota, 14 sierpnia 2010
    • KAZIMIERA PAJESTKA - CORNY I CERWONY .

      Pietrańko wracoł na Cumowke poźnom porom przet połnocom . Jakosik zećmiło mu sie kie uopowiadał Kudłatymu uo tym , jak mu ktosik samogon gotowiutki po lesie połozlywoł . Uoba kombinowali , kto to tez mog byś . Jesce całkiym nie wykrzyźwioł po tym , jak to ze Staskiym Kozarkem uobalili w sklepiy u Jopka w Kameśnicy pore win uowocowyk , bo daleko było jesce do rynty Pietrańkuli a wylicyła mu psiokrew staro na kupno tak , ze niewiela mu uostało .

      Jechoł drogom bez las . Chmury wisiały nad Baraniom Górom i lada kwila mog loć desc . Było tak ćma , ze cłowiek by kroku nie used . Nale koń ciongnoł , bo znoł dobrze droge du domu . Nad potockiem wisiała mgła i sła wilgoć na uśpiony las . Zawse w Janosce koło łomu boł sie nojbardziyj . To było miejsce kany we wojne widzioł zabityk przez Niymcow dwok młodyk partyzantow . Patrzoł na nik skryty miyndzy drzewami . Skoda mu jik było bo to byli młodziutcy holce , tacy jak un wtedy .

      Potocek tocył wezbrane wody po niedawnym descu i sumioł Pietrańce : - Po co ześ tak długo z Kudłatym uo gupstwak godoł ? Łobok miyndzy drzewami kole łomu uozległo sie pohukiwanie sowy . Zabobonny górol przezegnoł sie ze strachym . Zmowił wiecny uodpocynek za partyzantów . Łotarł pot z coła i poprawił kapelus .

      Pośpiywywoł , zeby sie nie boć :

      -Jadymy , jadymy a drozki nie wiymy , moze ludzie wiedzom to mi to powiedzom .

      - A kaz ci kto powiy jak tu zywej dusy w tym lesie ni ma ty stary durniu - na głos powiedzioł do siebie Pietrańko .

      -Jo ci powiym Pietrańko - uodezwoł sie ze zadku głos taki jagby z grobu wychodził . - Jo Cyrwony !

      Włosy Pietrańce stanyły dymba i jaze zimny pot uobloł mu pleca . Akurat zacynli jechać w ciymnym lesie pod gorke i koń z trudem ciongnoł a uciongnuńć ni mog .

      -No , jedze , ty stary pierniku - wydziyroł sie Pietrańko i sukoł po ciymku bata , ale go ni mog najś , bo go juz downo stracił jak sukoł bułek , kiedy głod nagły pocuł . Rynka natrafiła na wozie na cosik zimnego . Skocył jak łoparzony . Zabocył , ze we flasce uostało mu niedopite wino , co se na droge kupił .

      -Jedź corny łobocymy kto silniyjsy , bo cie cyrwony trzimo ! - uodezwoł sie zaś głos jagby spot ziymi .

      -Myślołek , ze tyn deboł uostoł koło łomu  a un zaś kole mnie !

      Lecioł bez las i wrzescoł wniebogłosy !

      - Na coz sie tak drzes ? - usłysoł kole siebie w ciymności głos Pietrańkuli . Wrocili do wozu , bo Pietrańkula uozgnyła bateryjke .  Uoświyciła woz i kole wozu .

      - Ty stary uośle , to nie widzis , ze mos woz zahamowany ! To jako kuń mioł cie uciongnonć do gory ?

      - Jo nie hamowoł ! - dusiowoł sie Pietrańko - Na moj dusiu ! To Cyrwony ! Tyn deboł leśny ! Co go to widać z daleka .

      - A widziołeś go ? -dopytywała sie ze złością Pietrańkula uodkryncajonc hamulec .

      - Nady ćma , kaz go miołek widzieć ? -uoburzył sie Pietrańko . Stasek śmioł sie na wozie z ujka i ciotki . Siadli ku niymu a Corny ciongnoł ile sił ,  bo cuł ,  ze zblizo sie w sopie łowies . Pietrańko po roz dziesionty uopowiadoł zonie uo tym , co ktosika godoł grobowym głosem i trzimoł mu woz . Pietrańkula zaś smioła sie po cichu , bo wiedziała , ze jeji strachliwy chłop teraz bydzie spiesył sie du domu przed ćmokiem .

      Mogłabym  napisać słowniczek z wyjaśnieniem słów użytych w tekstach gwarowych ale podejrzewam , że ci , którzy uczynili niewątpliwy wysiłek , aby to przeczytać - potrafią zrozumieć  tekst bez tego .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      sobota, 14 sierpnia 2010 06:25
  • piątek, 13 sierpnia 2010
    • KAZIMIERA PAJESTKA OPOWIADANIE STAREJ MARYNKI .

       

      Piyknie godać nie umiem, bo jo nie kształcono. Ale godać to jo bardzo lubiem.

      Uopowiem wom dziś jak to podcas kryzysu z Weronkom pojechałymy do Krakowa załatwiać wizy na wyjazd do Hameryki . Tej Hameryki to jo do dzisiok nie widziała a Werka tym bardziej , bo biydni nie zyjom juz ze dwa roki. Wysiadłymy z ałtobusu koło dworca. Weronka sie kasik zacholali kole ustympow, a jo nie potrzebowała do toalety, ino wesłam do "Smoka ", bo pocułak strasny głod.

      Usiadłam do stołu, połozyłam dwie torby na stołku co to w jednej miałam zabitą  gynś a drugom z jajkami i śmietanom i posłam kupić uobiad. Nie cekałak na Werke, bo uoni mieli kanapki.

      Nie było tam duzego wyboru. To, co wziynak, albo bigos "myśliwski" cyli taki, w ktorym poluje sie na miynso. Nale prziniesłak zupe pomidorowom i wrociłak po kotlet z surowkom z kisonej kapusty i ziymniockiem malutkim jak jajko. Wrociłam sie jescse z pularyskiem zapłacić uobiod . Przychodzem a tu mojom zupe jy jakisik Murzin. No to przysunyłam jom do siebie i skoro zapłacono - trzeba zjeś. A tyn - pewnie afrykański studynt łypie na mnie biołym ślypiem z cornej facjaty. Ze jym drugi danie? Wojtuś uod Bronie, co to bydzie lykarzem godoł, ze uoni tu u nas biydujom. Tyn to tez było chucherko. Usmiychnął sie do mnie i pedzioł:  -klyziyś, klyziyś ! Potem wysed.

      Jo skońcyła uobiod i sukom torby, tej z jajkami i tej z gynsiom. Uobu ni ma. Acha, to tyn Murzin! Ale rozglondom sie dali. Przy trzecim uode mnie stoliku- som moje torby!

      A na stole - zupa pomidorowa i kotlet z surowkom z kisonej kapusty i z jednym ziymniockiem jak jajko.

      - No myślałak, ze sie pod ziymie zapadne. Poleciałak do drzwi. Po Murzinie ani śladu!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      piątek, 13 sierpnia 2010 23:06

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny