HISTORIA I KULTURA REGIONU Pisane żywiecką gwarą .

Wpisy

  • poniedziałek, 13 czerwca 2016
  • sobota, 21 maja 2016
    • POWÓDŹ w 1958 r. (koniec czerwca w Kamesznicy k/ Żywca).

      To moje powiadanie w formie wpisu ukazało się dnia  13 września 2012 r. w moim innym blogu "Opowieści spod Baraniej Góry", który z konieczności czasowo zamknęłam .

      Deszcz lał tak , że wydawało się , że nigdy nie przestanie . Wyschła ziemia chłonęła jak gąbka te niezliczone grube krople wody , las odżył , woda nie spływała jeszcze do potoków , nie tworzyły się kałuże . Niebo zasnute ciemnymi chmurami sprawiło , że wszystko miało kolory przyszarzałe , jakby przyprószone popiołem .
      Czwarty dzień otworzył śpiące oczy i słoneczko na chwilę wyjrzało , ale znowu przetarło oczy chmurką i zasnęło . Deszcz lunął ze zdwojoną siłą .
      Kazia nudziła się i patrzyła w okno . Kilka dni temu przyniosła najlepsze w klasie świadectwo swojemu ambitnemu tatusiowi , którego zadowolić mogły tylko bardzo dobre oceny . Zaś mama miała zwyczaj mówić : - dobry , też dobry . Ale mamusia zbyt pobłażliwie traktowała swoją córeczkę . 
      Teraz dwie głowy wypełniały okno z sypialni rodziców wychodzące na rzeczkę , która zwykle wydąjac miłe pluski pomagała zasypiać. Obok okna stała dwunastoletnia blondynka z cienkimi warkoczykami i mocno skręconą grzywką opadającą aż na błękitne , zawsze wszystkiego ciekawe oczy .

      Wakacje rozpoczęły się fatalnie dla Żywiecczyzny . A teraz , 28 czerwca lało jak z cebra cały dzień . Spokojny zwykle potok Kameszniczanka z głośnym , rosnącym hałasem toczył wzburzone , mętne wody niosąc na swych falach grube drzewa wyrwane z korzeniami . Poziom wody stale się podnosił . 

       Wiktusia i jej sąsiadki wystawiały do okien Matkę Boską Nieustającej Pomocy i Matkę Boską Częstochowską , świeciły gromnice prosząc Ją o opiekę i wznosiły do nieba gorące modły .

      W dniu następnym , 29 czerwca 1958 r. koło południa woda szukała sobie coraz prostszej drogi . Płynęły fragmenty dachów a ludzie wyprowadzali zwierzęta na tereny wyżej położone . Ścinali drzewa , przywiązywali je do innych na brzegu , by odwrócić wodę od domów . Suszarnia , budynek służący Stasiowi do suszenia ziół, czarnej jagody i owoców dzikiej róży popłynął , kiedy woda porwała Stasiowe zabezpieczenia i umocnienia brzegu , które przy pomocy sąsiadów wykonał na wypadek powodzi zdarzającej się przecież co roku . 
      Ale takiej powodzi nikt się nie spodziewał !
      Spokojna zwykle rzeczka teraz oszalała . Liczne dotąd meandry zniknęły zupełnie . Wezbrane wody z hukiem płynęły nowym , prostym korytem niszcząc wszystko po drodze . Deszcz nie ustawał padać . Gdy nurty rzeczki zaczęły okrążać dom , Stanisław ogłosił ewakuację swojej rodziny . Nie szli daleko tylko do położonego za drogą domu babci i cioci Stefanii . Kazia niosła na rękach kota a rodzice nieśli na plecach jakieś worki z ubraniem . Zwierzęta już wcześniej zostały wyprowadzone do cioci Rózi , której dom stał na pobliskim zboczu Gronia .
      Późnym wieczorem deszcz przestał padac . Kto mógł , wracał do swojego domu . Do rana wody znacznie opadły . Poszkodowani zabrali się do pracy , bo zniszczenia były wielkie .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      sobota, 21 maja 2016 18:44
  • wtorek, 19 kwietnia 2016
  • piątek, 11 marca 2016
  • środa, 24 lutego 2016
  • wtorek, 23 lutego 2016
  • poniedziałek, 22 lutego 2016
    • ZIMOWE STROJE GÓRALI ŻYWIECKICH .

      Ogólnie o stroju górali żywieckich : 

      Strój ludowy odświętny podkreśla odrębność kulturową górali okolic Żywca .

      Góralka zamężna na głowie nosiła kolorową chustkę a panna wplatała w warkocze kolorowe wstążki . Bluzki i zapaski ozdobione były kryzkami wykończonymi białym haftem we wzory kwiatowe . Na bluzce góralki nosiły zielone , niebieskie lub różowe gorsety wyszywane kolorowymi nićmi i koralikami . Na szyi wisiały sznury prawdziwych korali . Spódnice we wzory kwiatowe noszone były na szerokich białych usztywnianych krochmalem halkach , których czasem było kilka , jedna wkładana pod drugą . Uzupełnienie stroju stanowiły duże , kolorowe chusty na szyi i skórzane kierpce z długimi rzemykami wiązanymi wokół nóg . Zimowy strój to ciepła wełniana spódnica w kwiaty , kożuszek sięgający poniżej bioder wyszywany kolorowymi nićmi w kwiatowy wzór i na ramionach zarzucona duża kaszmirowa chusta w kwiatowy wzór i z długimi frędzlami .

      Męski strój odświętny  składał się z białej płóciennej koszuli z szerokimi rękawami spiętej przy szyi mosiężną spinką, wełnianych mocno opiętych spodni oraz szerokiego skórzanego pasa. Na wierzch górale zakładali wełniane, sięgające do kolan peleryny zwane „cuchami” lub „guniami” i filcowe kapelusze z szerokim rondem i okalającym go czerwonym sznurkiem . Zimą nosili kożuchy z wyprawionych skór z owiec .

      Strój codzienny kobiet i dziewczynek składał się z marszczonej spódnicy i oplecka czyli bluzki uszytych z kupionego perkalu siwizny lub z wyprodukowanego własnoręcznie  i wybielonego na słońcu płótna . Letnie codzienne męskie spodnie i prosta koszula też były płócienne .

      Zimowy strój górali żywieckich :

      Zimowy strój męski składał się z guni (na zdjęciach) noszonej z włożonymi rękami w rękawy albo swobodnie zarzuconej na ramiona . Uszyta była z sukna czarnego, brązowego lub białego .

      Kożuszki najczęściej do pasa ale były i do kolan  pięknie ozdobione doszytymi do kołnierza i do rękawów lamówkami z czarnego futerka i kolorowym haftem najczęściej wykonanym ze sznureczków w kolorze żółtym, pomarańczowym i czerwonym. Kożuchy wyprawione były na żółto lub brązowo.

      W chłodniejsze dni góralki na pięknie haftowaną bluzkę i  kabatek wkładały zdobiony jak kożuszek serdak czyli rodzaj kożuszka bez rękawów. Kobiety też nosiły zimą kożuszki do ciepłych kaszmirowych spódnic . Na głowę wkładały ciepłe, duże chusty wiązane z tyłu głowy . Drugą chustę zarzucały na ramiona . Na nogi ubierały pończochy a na nie kopytka - grube skarpety robione z białej cienko przędzionej wełny . Na to wkładały  skórzane kierpce, które na zimę miały podeszwę z grubo wyprawionej skóry bydlęcej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 lutego 2016 21:32
    • KAZIMIERA PAJESTKA TRAGEDIA NA MAGURCE RADZIECHOWSKIEJ .

      Wiesenny redyk poosed na Magorke ! Józof i dwu pomocnikow tez. Z nieopisanym beceniem sły latoś uowce! Nie kciały słuchać Burka gorliwie wypełniającego swoją rolę głównego pasterza. Jakby cosik cuły! Ino Tomanek, starsy baca śpiywoł i przytupywoł nogami, bo zawse był  pod wpływem samogony wesoły, krzykliwy i dowcipny:

      - Serce mom jak dzwon a nogi chodzom mi jak elektryka! - wykrzykiwał podchmielony Tomanek zwłaszcza na widok młodych turystek zrzucajacych na ukwieconej hali buty z nóg utrudzonych wędrówką na Baranią Górę.  Codziennie ktoś tu przechodził, wesoło było na hali. Ale pracy było huk! Wydoić owce, nastawić mleko na ser. Zrobić oscypki, bryndze, przechować do picia zentyce aby robić sobie żarty z turystek zachwalając ją jako napój świetnie gaszący pragnienie. Faktycznie to pragnienie on gasił ale powodował taką biegunkę, że trzeba było przerwać wędrówkę. Musieli sobie na tej hali organizować jakieś rozrywki!

      - Józof nie zyje! - przybiegła z krzykiem i płaczem Paula, żona Józofa, która przed wczorajszą pierwszą majową letnią burzą poniosła im chleb na Magurkę. Kiedy szła przez las dwa razy  gdzieś błysnęło i huknęło tak blisko, że raz po raz żegnała się z trwogą. Nie przerywała drogi postojami,  bo zarzuciła pelerynę na plecak chroniąc chleb przed zamoczeniem. Gdy przyszła do bacówki- już było po Józofie! Leżał na podłodze martwy koło pieca, który miał rozwalony od pioruna komin.

      - Jasny pieron! - tyle tylko powiedział  Staś - młodszy brat Józofa -  i zarządził:

      - Skocz po Bronka, niech go "pragą"(samochód do wożenia drzewa z lasu ) z Mietkiem przywiozą do domu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 lutego 2016 09:27
  • niedziela, 21 lutego 2016
  • niedziela, 17 stycznia 2016
    • WYPOCZYNEK GÓRALA .

      \

      Foto ; K. Pajestka (K@zia).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 stycznia 2016 11:01
    • STEFANIA KRAUS MAŁYSA "WSPOMNIENIE Z DZIECIŃSTWA"

      STEFANIA - Z KSIĄŻKĄ .

       Wspomnienie z dzieciństwa
      Za ścianą mruczały krowy i beczały cielęta
      a ja się urodziłam szczęśliwa i uśmiechnięta.
      Było to rok po wojnie i ciężkie były czasy.
      wioska była spalona i bieda w chałupie naszej.
      Tato z mamą od rana do nocy harowali
      i swoje dzieci rodzone bardzo, bardzo kochali.
      Odkąd pamiętam co nieco zgoda tu panowała
      a zaraz rano o świcie mama godzinki śpiewała.
      Z Bogiem dzień się zaczynał, w Imię Ojca i Syna
      tato zbierał z pól zboże, potem zawoził do młyna.
      Mama chlebuś upiekła krzyżem go przeżegnała,
      pokroiła na kromki dzieciom swoim podała.
      Potem usiadła przy lampie z długim knotem , naftowej,
      czytając nam książeczki w długie wieczory zimowe.
      A co tydzień nas wiodła, w każdą jedną niedzielę
      do miasta Jordanów na Mszę Świętą w kościele.
      Tak mijały nam lata w miłym domowym ognisku,
      trzeba go było opuścić bez szlochania bez pisku.
      Tato nauczył roboty ,mama uczyła mądrości,
      jak szanować honoru, Boga , wiary , miłości.
      Dzięki Tato za życie, dzięki Mamo za wiarę,
      dziś po latach w starości kocham Was ponad miarę.
      Myślę że córkom się udało, mamy rodzinki swoje,
      które bardzo kochamy, tak jak oni we dwoje.
      Dzięki Wam moi Rodzice, kocham swoje wnuczęta,
      kiedy widzę maluchy staram się być   uśmiechnięta.

                                      S.Małysa 

      Stefania Kraus urodziła się w 1946 r. w Wysokiej .

      Dwór na Wysokiej http://2009sara46.blox.pl/2013/03/Dwor-na-Wysokiej.html

      Uczęszczała do  Liceum Pedagogicznego w Żywcu w latach 1960- 1965r. Mieszkała wraz ze mną w pokoju przez 5 lat . Od tego czasu datuje się nasza przyjaźń .

      Pracowała w szkole w Grzechyni i jak wszyscy nauczyciele zaocznie uzupełniała wykształcenie . Tu wyszła za mąż zmieniając nazwisko na Małysa .  Z Grzechynią i Makowem Podhalańskim związana zamieszkaniem tworzyła swoje wiersze przepełnione patriotyzmem , głęboką wiarą w Boga , miłością do dzieci i ludzi , humorem . 

      STEFANIA KRAUS MAŁYSA "WIERSZE"

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 stycznia 2016 10:51
  • wtorek, 11 sierpnia 2015
    • Spotkanie po 50 latach .

      Spotkanie po 50 latach

      Jesteśmy kochani młodością złączeni ,
      Po pićdZiesięciu latach i w życia jesieni.
      Nic to, że lata uciekły, spróbujmy zapomnieć
      i na portalu „ nasza klasa” o „Zielonej” wspomnieć.
      Tam młodość krótką, piękną spędzałyśmy razem,
      w „ B” klasie u Wiśniewskiej, wychowawczyni zarazem.
      Pamiętam jej młody uśmiech i troskę matczyną,
      nie ukrywam, gdy wspomnę, łzy mi z oczu płyną.
      Powiem wam, że z rad jej  często korzystałam.
      W pracy z dziećmi i w życiu o niej pamiętałam.
      I nadal pamiętam, czasami zadzwonię a że o niej piszę to czasu nie trwonię.
      Widzę Miodońskiego przed tablicą w klasie,
      podziwiałam jego mądrość i myślałam: zna się,
      majfę ma w jednym palcu , trudny przedmiot przecie,
      próbowałam dorównać, może o tym wiecie.
      Pamiętam Czuprysia „TA PANIE”, co uczył fizyki,
      od biologii Wrońską, kochała słowiki.
      Nie sposób tu wspomnieć o pierwszej miłości,
      która odfrunęła, nie pomogły złości.
      Pan dyrektor Cader i zastępca Bieda,
      to wspaniali ludzie, zapomnieć się nie da.
      Tak samo pan Wytyczak,  Janik Mikś i Bury,
      Siarkiewicz, Pasierbek, Weber, Szubert, który
       tak mi powiedział: „dziewczyno,
      z życia bierz  to, co mądre , bo lata przepłyną”.
      I stało się, lecz nic to, i  nie  czas  narzekać,
       na  upływ lat młodzieńczych  nie można się wściekać.
      Pamiętam pierwsze lekcje w Soli, w Gilowicach,
      marzenia o przyszłości przy blasku księżyca.
      Mieszkałam u Władzi Rachwał, świeć jej duszy Panie,
      dopuść  przed Swe oblicze. I niech się tak stanie,
      by koleżanki, z którymi się  spotkała,
      razem z Tobą były w niebie. Niech Ci będzie chwała.
      Pamiętam Różię Mazgaj, jej mądre krzyżówki,
      Anielcię  Legut ,Władzię Witos, to kochane „mrówki”.
      Hanię Mieszczak pamiętam, to od niej ściągałam
      na klasówkach z polskiego i bardzo się bałam.
      Kazię Jopek, blondynkę też wspominam miło,
      właśnie wczoraj z nią byłam czy mi się to śniło?
      Jadzia Kudłacik w internacie była,
      matematyczka mądra, po nocach się śniła.
      Na flecie grała pięknie, ja na skrzypcach, w orkiestrze,
      Ćwiczyłyśmy uparcie. Czy dosyć? Nie, jeszcze!
      Jasia Nitoń z Grzechyni, tu się urodziła a w stryszawskiej szkole dzieci też uczyła,
      „Piękna ,nasza Polska cała”, taniec, śpiew, muzyka,
      to było nasze życie, dziś starość dotyka.
      Narzekam? Broń Boże, to nie w moim stylu,
      nigdy tego nie robię. Tyś świadkiem, motylu.
      Renia Sowa wraz ze mną  w Grzechyni uczyła,
      nie pamiętam dlaczego i kiedy się „zmyła”.
      Pozdrawiam wszystkie kochane koleżanki szkolne,
      im z serca ofiaruję górskie kwiaty polne..
      Wspomnę także Przesiekę, Kęty, obóz letni,
      razem z nami tam byli wychowawcy świetni.
      Otóż, chciałoby się powrócić do tych pięknych czasów,
      choć ubogich, bez wygód, bez drogich atłasów.
      Choć mnie coś w kościach łamie może słabo widzę,
      to wśród WAS  dziś być chciałam, tego się nie wstydzę.
      Wspominać o młodości to nie narzekanie,
      kto młody to nie wie, co to młodość, Panie.



                                               Stefania Kraus Małysa
                                                   Grzechynia

      Może jeszcze się spotkamy
      by radośnie spędzić czas,
      powspominać stare dzieje,
      chociaż jeszcze jeden raz.

      Wszak pół wieku już minęło
      od dziecinnych naszych lat,
      wiele w życiu się zmieniło,
      a najbardziej ten nasz świat.

      Mamy wnuki, sił ubyło,
      czas pomarszczył moją twarz,
      lecz wspomnienia są jak żywe,
      to uczucie pewnie znasz.

      Posyłam Ci zaproszenie,
      wierszowane, szczere, wiesz,
      o spotkaniu z Tobą myślę,
      na spotkanie więc się spiesz.

      Chociaż kopa lat za nami,
      nic to moja droga nic,
      jeszcze możem się radować,
      w uszach pieśń radości brzmi.

      Póki zdrowie dopisuje,
      póki pamięć nie jest zła,
      czas się życiem dalszym cieszyć,
      choć upływa i choć gna.

      Dziś spotkaniem ciesz się ze mną,
      ułóż plan, bo jest tuż, tuż,
      wspólnie czas spędzimy miło,
      ja przyniosę bukiet róż.
      .


                                            S. Małysa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 sierpnia 2015 11:12
  • czwartek, 19 marca 2015
    • Stefania Małysa "Skrzyczne".

      Skrzyczne

      Straśnie k była rada, kiek Skrzyceń widziała,
      i ba, jesce bardziyj, kiek sie wystyrmała.
      Beskidzie Żywiecki, tymuś  piykny taki,
      zdobi cie scyt góry i nie byle jaki.
      Biyli sie, zielyni i złoci do słojca
      a widokom cudnym z tela nima kojca.
      Choć podługowato, mo wysokie progi,
      kces sie nań wystyrmać to wysmaruj nogi.
      Trefis na jaskinie, na piaskowe skały,
      hej, ziaby skrzeconce, kaście sie podziały.
      Zdrowe były casy kiej ziaby skrzecały,
      horniocy śpiywali, dziywki tajcowały.
      Teroz maszt jakisik  ktoś postawił wielki, 
      ziaby sie zeźliły  i przed nim uciekły.
      Z tela sie wybieres na góre Baranio,
      nic tu z paralotni jyj już niy zasłanio.
      Uciesy twe łocy Żywieckie Jezioro,
      jak gały łoździawis uźrys wody sporo.
      Po lasak prawusków mozes se nazbiyrać
      i smatkom sie z potu mozes powycierać.
      A kiej sie zmordujes jaze do jimyntu,
      usiednies pod smreckiym powyzy zokryntu. Hej..


                                                               S. Małysa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kaziapajestka
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 marca 2015 21:26
  • wtorek, 17 marca 2015

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny