piątek, 21 lipca 2017
MIŁOŚĆ WIARA TO DAR - STEFANIA MAŁYSA



Wiara, miłość to dar,

którą miłosierny dał nam Pan

i rzucił światło zbawienia,

świątynią wiary jest zwan.

Siebie dał nam na chrzcie

i znakiem krzyża pobłogosławił,

na trudy życia i ziemski czas 

wiarę świętą zostawił.

 

O, Chryste, Zbawco nasz,

na krzyżu życie swoje dałeś nam,

Ty z niego chcesz powiedzieć:

trwajcie mocni w wierze,

niechaj wiara trwa.

 

Drogą, prawdą jest Bóg,

w wierze ojców naszych siłę ma,

obdarz nas łaską wytrwania w niej,

niech się spełni wola Twa.

Wszechmogący jest Pan,

wspiera swą mocą, wiarą uzdrawia,

radość niesie, winy daruje,

błosławi wszelki stan.

 

O, Chrystusie, Zbawco nasz,

na krzyżu życie swoje dałeś nam,

Ty z niego chcesz powiedzieć:

trwajcie mocni w wierze,

niechaj wiara trwa.

środa, 14 czerwca 2017
KAZIMIERA PAJESTKA BOŻE CIAŁO.

Święto Bożego Ciała ustanowione zostało przez papieża Urbana IV w II połowie XIII w. W XIV w. uroczystość Bożego Ciała obchodzą już wszystkie parafie Kościoła.

W Polsce pierwsza z procesji Bożego Ciała przeszła ulicami Krakowa w r. 1320 i prawdopodobnie w tym samym roku  lub niedługo potem podobne procesje  urządzono w Gnieźnie, Poznaniu, Wrocławiu, Płocku.Ceremoniał katedry płockiej podaje pierwszy opis takiej ceremonii w Polsce./Źródło :niedziela.pl /.

Boże Ciało w tym roku wypadało późno , dopiero pod koniec czerwca . Cieszyło to niezmiernie Michasię , bo ogródki aż się śmiały od kwiatów ! Co prawda irysy z wysokimi , granatowymi kwiatami , które stanowiły kontrast dla czerwieni i które zwykle służyły do ubierania obrazu - już przekwitły ale za to innych kwiatów w obfitości oferował jej największy i najpiękniejszy we wsi ogród ! Dobiegał śmiech młodych głosów z ganku oplecionego tak dzikim winem , że z zewnątrz do środka nic nie było widać , lecz przeciwnie - zza zieleni widok był nie do pozazdroszczenia : na drogę , lasek , sklep i rzeczkę . 
Z ganku na drogę wybiegła roześmiana Michasia :
- Trzeba wyciągać obraz i krosna bo do Bożego Ciała tylko trzy dni ! 
To nie chodziło o krosna tkackie . Tak nazywano rusztowanie drewniane oparte na dwóch nosidłach , na których znajdowała się rama na dwa złączone tyłem do siebie obrazy . W konstrukcję tę wkładano żywe kwiaty wokół obrazów . Michasia nosiła Serce Matki Boskiej i Serce Pana Jezusa a jej obrazy uważano za najpiękniej ubrane w okolicy .
Trwały przygotowania...Na płocie suszyły się i wietrzyły stroje ludowe , w które ubiorą się cztery młode dziewczyny  tak piękne , jak najcudniejsze kwiaty z ogródka Michasi , które przeznaczono do ubioru obrazu . A Zosia , młodsza siostra Michasi - najpiękniejsza ! 
Słońce śmiało się na lazurowym bezchmurnym niebie i ciekawie patrzyło na podwórko Michasi , skąd wiatr donosił najpiękniejsze zapachy , których pozazdrościć mogą najlepsze francuskie perfumy z malutkich dziwnych flakoników . To obraz tak pachniał wonią kwiatów z ogołoconych okolicznych ogrodów . A jak wyglądał ! Michasia cały swój zmysł estetyczny , który ujawniała przy wyszywaniu obrusów i kabatków do stroju ludowego teraz włożyła w obraz . 
Dołem pyszniły się najgrubsze , szczepione przez Panka czerwone róże , a nad nimi różowe , drobne , te najpiękniej pachnące , których używano do wyrobu konfitury do pączek . Teraz szedł rząd różnokolorowych , przepięknych gladioli , na wysokich łodygach i ciężko opadających końcach w nierozkwitłych jeszcze jaśniejszych od kwiatów pąkach . Szczyt kwiatowej dekoracji zdobiła biel kupionych u ogrodnika śnieżnobiałych lilii , które jeszcze nie zakwitły w Michasi ogrodzie . Stojąca na rozkładanej , malarskiej drabinie Michasia wkładała gdzieniegdzie wysokie łodygi polnej "trzęszączki" o jasnej , kremowej barwie nadającej delikatny i wyszukany ton tym kolorom .
Marysia - sąsiadka Michasi piękna jasna blondynka o cerze jak róża patrzyła błękitem oczu z wyrazem zachwytu na dzieło Michasi . Jopkula , druga sąsiadka podawała Michasi z wiaderka ostatnie kwiaty , które ta umieszczała po uprzedniej kontemplacji własnego dzieła . Coś tam jeszcze musiała poprawić , chociaż stojąca w pewnym oddaleniu od obrazu - dla jego bezpieczeństwa dzieciarnia ,  pokrzykiwała z zachwytu .

Z oddali słychać było coraz głośniej słowa pieśni przepowiadanej przez Durajczka i wysokie śpiewne głosy kobiet powtarzające jego słowa :
"Zagrody nasze widzieć wychodzi  ...I jak się jego dzieciom powodzi "...
Michasia i trzy inne dziewczyny z wysoką konstrukcją kwiatową oplatającą obrazy już czekały przy drodze same w strojach ludowych okolic Żywca piękne jak te kwiaty polne . Zza zakrętu już wychodziła mała jeszcze procesja z dwoma obrazami i grupą pobożnego wiejskiego ludu chwalącego Boga . Szły też dzieci . Zanim dojdą do kościoła  ilość obrazów wzrośnie i ludzi znacznie przybędzie . 
Słoneczko na błękitnym niebie śmiało się do nich , bo słyszało jak w niebie aniołki powtarzają za wiejskim śpiewakiem Durajczkiem słowa pieśni Franciszka Karpińskiego :"On winy nasze darować lubi ...Jego się wsparciem ten naród chlubi"...

piątek, 31 marca 2017
ZDROWYCH , RODZINNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH

ŻYCZY AUTORKA BLOGU kaziapajestka= 2009sara46.

 

Tagi: Bóg wiara
12:52, kaziapajestka , ŻYCZENIA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2016
GÓRALE W OBIEKTYWIE TOMASZA KAWKI .

sobota, 21 maja 2016
KAZIMIERA PAJESTKA POWÓDŹ w 1958 r. (koniec czerwca w Kamesznicy k/ Żywca).

To moje powiadanie w formie wpisu ukazało się dnia  13 września 2012 r. w moim innym blogu "Opowieści spod Baraniej Góry", który z konieczności czasowo zamknęłam .

Deszcz lał tak , że wydawało się , że nigdy nie przestanie . Wyschła ziemia chłonęła jak gąbka te niezliczone grube krople wody , las odżył , woda nie spływała jeszcze do potoków , nie tworzyły się kałuże . Niebo zasnute ciemnymi chmurami sprawiło , że wszystko miało kolory przyszarzałe , jakby przyprószone popiołem .
Czwarty dzień otworzył śpiące oczy i słoneczko na chwilę wyjrzało , ale znowu przetarło oczy chmurką i zasnęło . Deszcz lunął ze zdwojoną siłą .
Kazia nudziła się i patrzyła w okno . Kilka dni temu przyniosła najlepsze w klasie świadectwo swojemu ambitnemu tatusiowi , którego zadowolić mogły tylko bardzo dobre oceny . Zaś mama miała zwyczaj mówić : - dobry , też dobry . Ale mamusia zbyt pobłażliwie traktowała swoją córeczkę . 
Teraz dwie głowy wypełniały okno z sypialni rodziców wychodzące na rzeczkę , która zwykle wydąjac miłe pluski pomagała zasypiać. Obok okna stała dwunastoletnia blondynka z cienkimi warkoczykami i mocno skręconą grzywką opadającą aż na błękitne , zawsze wszystkiego ciekawe oczy .

Wakacje rozpoczęły się fatalnie dla Żywiecczyzny . A teraz , 28 czerwca lało jak z cebra cały dzień . Spokojny zwykle potok Kameszniczanka z głośnym , rosnącym hałasem toczył wzburzone , mętne wody niosąc na swych falach grube drzewa wyrwane z korzeniami . Poziom wody stale się podnosił . 

 Wiktusia i jej sąsiadki wystawiały do okien Matkę Boską Nieustającej Pomocy i Matkę Boską Częstochowską , świeciły gromnice prosząc Ją o opiekę i wznosiły do nieba gorące modły .

W dniu następnym , 29 czerwca 1958 r. koło południa woda szukała sobie coraz prostszej drogi . Płynęły fragmenty dachów a ludzie wyprowadzali zwierzęta na tereny wyżej położone . Ścinali drzewa , przywiązywali je do innych na brzegu , by odwrócić wodę od domów . Suszarnia , budynek służący Stasiowi do suszenia ziół, czarnej jagody i owoców dzikiej róży popłynął , kiedy woda porwała Stasiowe zabezpieczenia i umocnienia brzegu , które przy pomocy sąsiadów wykonał na wypadek powodzi zdarzającej się przecież co roku . 
Ale takiej powodzi nikt się nie spodziewał !
Spokojna zwykle rzeczka teraz oszalała . Liczne dotąd meandry zniknęły zupełnie . Wezbrane wody z hukiem płynęły nowym , prostym korytem niszcząc wszystko po drodze . Deszcz nie ustawał padać . Gdy nurty rzeczki zaczęły okrążać dom , Stanisław ogłosił ewakuację swojej rodziny . Nie szli daleko tylko do położonego za drogą domu babci i cioci Stefanii . Kazia niosła na rękach kota a rodzice nieśli na plecach jakieś worki z ubraniem . Zwierzęta już wcześniej zostały wyprowadzone do cioci Rózi , której dom stał na pobliskim zboczu Gronia .
Późnym wieczorem deszcz przestał padac . Kto mógł , wracał do swojego domu . Do rana wody znacznie opadły . Poszkodowani zabrali się do pracy , bo zniszczenia były wielkie .

wtorek, 19 kwietnia 2016
KONNO NA RYSIANKĘ.

piątek, 11 marca 2016
POETA I PARTYZANT Z BESKIDÓW - WAWRZYNIEC HUBKA (1921-1999 r.).

 

RATUJ NAS CHRYSTE - WAWRZYNIEC HUBKA

 

Gdy ginie naród ze swej woli

choć ma przed sobą drogi przejrzyste

Wtedy tak serce ogromnie boli 

Ratuj nas Chryste 

 

Kiedy nas niemoc bezduszna zżera

Choć nas wzywają prawdy wieczyste

Pomóż Polakom fałsze odpierać

Ratuj nas Chryste 

 

Tym, co zaparli się Twego krzyża 

Wskaż niebo jasne przejrzyste

Niech się do prawdy twojej przybliżą 

Ratuj nas Chryste 

 

Daj udręczonym wojną narodom

Koniec bitewnej drogi ciernistej 

Roztocz nad światem ciszę spokojną 

Ratuj nas Chryste.

Wawrzyniec Hubka.

 

Na pomniku Żołnierzy Wyklętych w Żywcu widnieją słowa wyjęte z wiersza Wawrzyńca Hubki - ludowego poety Żywiecczyzny:

.."Mnie okrzyczano przestępcą, lecz tej potwarzy nie wstydzę się wcale,

Bo to com uczynił - czyniłem dla Polski i ku jej chwale"...

środa, 24 lutego 2016
PON BUOCEK JES MOJIM BACOM .

\ 

PAN JEST MOIM PASTERZEM, NIE BRAK MI NICZEGO...

17:03, kaziapajestka , WSTĘP
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 lutego 2016
HELIGONISTA Z CIŚCA :ANDRZEJ ZEMAN .

 

 Fundacja Braci Golec O HELIGONCE .

poniedziałek, 22 lutego 2016
KAZIMIERA PAJESTKA ZIMOWE STROJE GÓRALI ŻYWIECKICH .

Ogólnie o stroju górali żywieckich : 

Strój ludowy odświętny podkreśla odrębność kulturową górali okolic Żywca .

Góralka zamężna na głowie nosiła kolorową chustkę a panna wplatała w warkocze kolorowe wstążki . Bluzki i zapaski ozdobione były kryzkami wykończonymi białym haftem we wzory kwiatowe . Na bluzce góralki nosiły zielone , niebieskie lub różowe gorsety wyszywane kolorowymi nićmi i koralikami . Na szyi wisiały sznury prawdziwych korali . Spódnice we wzory kwiatowe noszone były na szerokich białych usztywnianych krochmalem halkach , których czasem było kilka , jedna wkładana pod drugą . Uzupełnienie stroju stanowiły duże , kolorowe chusty na szyi i skórzane kierpce z długimi rzemykami wiązanymi wokół nóg . Zimowy strój to ciepła wełniana spódnica w kwiaty , kożuszek sięgający poniżej bioder wyszywany kolorowymi nićmi w kwiatowy wzór i na ramionach zarzucona duża kaszmirowa chusta w kwiatowy wzór i z długimi frędzlami .

Męski strój odświętny  składał się z białej płóciennej koszuli z szerokimi rękawami spiętej przy szyi mosiężną spinką, wełnianych mocno opiętych spodni oraz szerokiego skórzanego pasa. Na wierzch górale zakładali wełniane, sięgające do kolan peleryny zwane „cuchami” lub „guniami” i filcowe kapelusze z szerokim rondem i okalającym go czerwonym sznurkiem . Zimą nosili kożuchy z wyprawionych skór z owiec .

Strój codzienny kobiet i dziewczynek składał się z marszczonej spódnicy i oplecka czyli bluzki uszytych z kupionego perkalu siwizny lub z wyprodukowanego własnoręcznie  i wybielonego na słońcu płótna . Letnie codzienne męskie spodnie i prosta koszula też były płócienne .

 

Zimowy strój górali żywieckich :

Zimowy strój męski składał się z guni (na zdjęciach) noszonej z włożonymi rękami w rękawy albo swobodnie zarzuconej na ramiona . Uszyta była z sukna czarnego, brązowego lub białego .

Kożuszki najczęściej do pasa ale były i do kolan  pięknie ozdobione doszytymi do kołnierza i do rękawów lamówkami z czarnego futerka i kolorowym haftem najczęściej wykonanym ze sznureczków w kolorze żółtym, pomarańczowym i czerwonym. Kożuchy wyprawione były na żółto lub brązowo.

W chłodniejsze dni góralki na pięknie haftowaną bluzkę i  kabatek wkładały zdobiony jak kożuszek serdak czyli rodzaj kożuszka bez rękawów. Kobiety też nosiły zimą kożuszki do ciepłych kaszmirowych spódnic . Na głowę wkładały ciepłe, duże chusty wiązane z tyłu głowy . Drugą chustę zarzucały na ramiona . Na nogi ubierały pończochy a na nie kopytka - grube skarpety robione z białej cienko przędzionej wełny . Na to wkładały  skórzane kierpce, które na zimę miały podeszwę z grubo wyprawionej skóry bydlęcej.

KAZIMIERA PAJESTKA TRAGEDIA NA MAGURCE RADZIECHOWSKIEJ .

Wiesenny redyk poosed na Magorke ! Józof i dwu pomocnikow tez. Z nieopisanym beceniem sły latoś uowce! Nie kciały słuchać Burka gorliwie wypełniającego swoją rolę głównego pasterza. Jakby cosik cuły! Ino Tomanek, starsy baca śpiywoł i przytupywoł nogami, bo zawse był  pod wpływem samogony wesoły, krzykliwy i dowcipny:

- Serce mom jak dzwon a nogi chodzom mi jak elektryka! - wykrzykiwał podchmielony Tomanek zwłaszcza na widok młodych turystek zrzucajacych na ukwieconej hali buty z nóg utrudzonych wędrówką na Baranią Górę.  Codziennie ktoś tu przechodził, wesoło było na hali. Ale pracy było huk! Wydoić owce, nastawić mleko na ser. Zrobić oscypki, bryndze, przechować do picia zentyce aby robić sobie żarty z turystek zachwalając ją jako napój świetnie gaszący pragnienie. Faktycznie to pragnienie on gasił ale powodował taką biegunkę, że trzeba było przerwać wędrówkę. Musieli sobie na tej hali organizować jakieś rozrywki!

- Józof nie zyje! - przybiegła z krzykiem i płaczem Paula, żona Józofa, która przed wczorajszą pierwszą majową letnią burzą poniosła im chleb na Magurkę. Kiedy szła przez las dwa razy  gdzieś błysnęło i huknęło tak blisko, że raz po raz żegnała się z trwogą. Nie przerywała drogi postojami,  bo zarzuciła pelerynę na plecak chroniąc chleb przed zamoczeniem. Gdy przyszła do bacówki- już było po Józofie! Leżał na podłodze martwy koło pieca, który miał rozwalony od pioruna komin.

- Jasny pieron! - tyle tylko powiedział  Staś - młodszy brat Józofa -  i zarządził:

- Skocz po Bronka, niech go "pragą"(samochód do wożenia drzewa z lasu ) z Mietkiem przywiozą do domu.

niedziela, 21 lutego 2016
LETNIE STROJE GÓRALI ŻYWIECKICH .

Strój codzienny kobiet i dziewczynek składał się z marszczonej spódnicy i oplecka czyli bluzki uszytych z kupionego perkalu siwizny lub z wyprodukowanego własnoręcznie  i wybielonego na słońcu płótna . Letnie codzienne męskie spodnie i prosta koszula też były płócienne .

 

 

 

Strój męski górala żywieckiego składał się z czarnego filcowego kapelusza z czerwonym sznureczkiem ( dla odmiany góral z okolic Makowa ozdabiał kapelusz sznurkiem białych muszelek).Wkładał koszulę płócienną białą zdobioną czasem haftem z wzorem kwiatowym a na nią kamizelkę - bruclik - w kolorze czarnym , czerwonym bądź niebieskim z kolorowymi guzikami . Spodnie białe wełniane ozdobione kolorowymi pomponami, z parzenicami i lampasem. Zakładał szeroki skórzany pas . W ręce czasem dzierżył ciupagę. Na nogi wkładał  wełniane kopytka , na nich skórzane kierpce .

Po stroju poznawano z jakich okolic pochodzi góral .

 

 

 

PIĘKNE HAFTY MOICH KOLEŻANEK Z KLUBU SENIORA .

niedziela, 17 stycznia 2016
WYPOCZYNEK GÓRALA .

\

Foto ; K. Pajestka (K@zia).

STEFANIA KRAUS MAŁYSA "WSPOMNIENIE Z DZIECIŃSTWA"

STEFANIA - Z KSIĄŻKĄ .

 Wspomnienie z dzieciństwa
Za ścianą mruczały krowy i beczały cielęta
a ja się urodziłam szczęśliwa i uśmiechnięta.
Było to rok po wojnie i ciężkie były czasy.
wioska była spalona i bieda w chałupie naszej.
Tato z mamą od rana do nocy harowali
i swoje dzieci rodzone bardzo, bardzo kochali.
Odkąd pamiętam co nieco zgoda tu panowała
a zaraz rano o świcie mama godzinki śpiewała.
Z Bogiem dzień się zaczynał, w Imię Ojca i Syna
tato zbierał z pól zboże, potem zawoził do młyna.
Mama chlebuś upiekła krzyżem go przeżegnała,
pokroiła na kromki dzieciom swoim podała.
Potem usiadła przy lampie z długim knotem , naftowej,
czytając nam książeczki w długie wieczory zimowe.
A co tydzień nas wiodła, w każdą jedną niedzielę
do miasta Jordanów na Mszę Świętą w kościele.
Tak mijały nam lata w miłym domowym ognisku,
trzeba go było opuścić bez szlochania bez pisku.
Tato nauczył roboty ,mama uczyła mądrości,
jak szanować honoru, Boga , wiary , miłości.
Dzięki Tato za życie, dzięki Mamo za wiarę,
dziś po latach w starości kocham Was ponad miarę.
Myślę że córkom się udało, mamy rodzinki swoje,
które bardzo kochamy, tak jak oni we dwoje.
Dzięki Wam moi Rodzice, kocham swoje wnuczęta,
kiedy widzę maluchy staram się być   uśmiechnięta.

                                S.Małysa 

Stefania Kraus urodziła się w 1946 r. w Wysokiej .

Dwór na Wysokiej http://2009sara46.blox.pl/2013/03/Dwor-na-Wysokiej.html

Uczęszczała do  Liceum Pedagogicznego w Żywcu w latach 1960- 1965r. Mieszkała wraz ze mną w pokoju przez 5 lat . Od tego czasu datuje się nasza przyjaźń .

Pracowała w szkole w Grzechyni i jak wszyscy nauczyciele zaocznie uzupełniała wykształcenie . Tu wyszła za mąż zmieniając nazwisko na Małysa .  Z Grzechynią i Makowem Podhalańskim związana zamieszkaniem tworzyła swoje wiersze przepełnione patriotyzmem , głęboką wiarą w Boga , miłością do dzieci i ludzi , humorem . 

STEFANIA KRAUS MAŁYSA "WIERSZE"

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6