Blog > Komentarze do wpisu
Urszula Loranc " Porwanie" .

Urodziłam się 2 lipca 1939 r. a więc nie pamiętam przebiegu wojny . Z opowiadań Rodziców wiem , że Tatuś został zabrany do wojska . Babcia i troje dzieci zostało z Mamą . Mieszkaliśmy w Ciścu ( obecnie ul. Brzoskwiniowa ) .   

Musieliśmy uciekać do Sandomierza . Mama mówiła , że niosła mnie w wełnionce , a pieluchy prała w przydrożnych potoczkach , rzekach . Suszyła na plecach .

Gdy wróciliśmy z wygnania nasz dom był spalony przez Niemców . Zamieszkaliśmy w budynku , który był w surowym stanie ( obecnie w nim mieszkam ) nie było pieca , podłóg , tynków . Z nami zamieszkały 3 rodziny Mików i Żółtych .

Pamiętam koniec wojny , miałam 5 lat . Cesarką cały czas konie ciągnęły ciężkie wozy wyładowane dobytkiem wywożonym przez Niemców z Polski . Na niektórych wozach siedziały kobiety z dziećmi . Często jechały  też motory , były czarne i każdy miał przyczepę , w nich Niemcy ubrani na czarno , w hełmach . Bardzo bałam się tych motorów , ich warkot mnie przerażał i w popłochu uciekałam do domu .

Te motocykle  z przyczepami , siedzący w nich Niemcy w czarnych mundurach i czarnych hełmach często mi się śniły i śnią do tej pory i zawsze ich się boję .

Najbardziej utkwił mi w pamięci wiosenny dzień . Mama wypędziła krowę i pasła obok drogi . Byłam z Mamą , lecz wzięłam wiaderko i łopatkę i poszłam się bawić do piasku , który był obok drogi . (Tato z rzeki przywiózł do budowy ). Drogą jechały furmanki , konie . Przejeżdżała cała duża grupa Niemców na koniach .  Nagle jeden z Niemców tuż obok mnie zatrzymał konia , zeskoczył z niego i porwał mnie . Wsiadł ze mną na konia , moją twarz mocno przycisnął do munduru na piersiach i pogalopował . Bardzo płakałam i wołałam mamy . W rączkach trzymałam wiaderko i łopatkę ( były jasnozielone ). Długo jechaliśmy . Słyszałam tylko tętent końskich kopyt . Niemiec trzymał mnie mocno jedną ręką .

Nagle zatrzymała  nas duża ilość żołnierzy z karabinami . Jeden z nich podszedł i zabrał mnie z konia . Zaniósł mnie do jakiegoś budynku , bałam się , płakałam . Niemiec  tłumaczył się łamaną polszczyzną , że przed wyjazdem zmarła mu taka córeczka z jasnymi kręconymi włoskami i błękitnymi oczkami i ręką wskazywał na mnie .

Po jakimś czasie przyjechał Tato i odebrał mnie .

Po tym wydarzeniu długo nie mogłam wyjść z domu , bałam się bardzo . Z opowiadań Rodziców wiem , że Mama biegła za Niemcem , który mnie porwał , później udało jej się zatrzymać przejeżdżający motor , który zawiózł Mamę do huty , gdzie pracował Tato . Huta miała już telefon - przedzwoniono do browaru i tam właśnie czekała policja , która mnie odebrała z konia . Tatę przywiózł do browaru  dyrektor Odlewni Żeliwa Węgierska Górka i on przywiózł nas do domu .

niedziela, 15 marca 2015, kaziapajestka

Polecane wpisy